Samotność wcześniaka

Samotność wcześniaka.

Przeraża mnie, że w czasach polityki room-in na oddziałach położniczych często zapomina się o potrzebie bliskości wcześniaków. To właśnie one do swojej walki o życie najbardziej potrzebują ciepła i czułości rodziców. Oczywiście wiadomo, że zazwyczaj są to dzieci wymagające intensywnej terapii, ale bardzo istotne w leczeniu jest ułatwienie kontaktu dziecka z matką, a najlepiej także z ojcem. Dlatego też tak ważne jest chociażby kangurowanie nawet tych najmniejszych dzieciaczków.

Szpital bez mamy

Moja córka przyszła na świat w 31 tygodniu ciąży, czyli na około 9 tygodni przed czasem. Nasza brzuszkowa przygoda skończyła się bardzo szybko i wprost z bezpiecznego mieszkania tuż pod moim sercem Malutka trafiła do inkubatora na oddziale neonatologicznym. Oddział ten wyposażony jest w dobrej jakości sprzęt i wysoko wykwalifikowanych lekarzy, jednak jak każdy oddział charakteryzuje się szpitalnym rygorem. Jest na nim dość jasno i niekiedy bardzo głośno, co może być przerażające dla dopiero narodzonego dziecka.

W szpitalu, w którym leżałyśmy wizyty były ograniczone, można było przychodzić tylko w wyznaczonych godzinach (bodajże między 10- 19). Z jednej strony jest to 8-9 godzin, podczas których jest się z dzieckiem. Ponadto zrozumiałe jest też to, że personel medyczny ma do wykonania szereg czynności, przy których obecność rodziców może być uciążliwa. Aczkolwiek trudno pogodzić się z tym, że wcześniak nie ma prawa przebywania blisko matki. Dziwi to tym bardziej, że ze starszym dzieckiem można być 24 godziny na dobę. Czy nadal wydaje nam się, że taki maluch nic nie czuje? Kiedyś noworodki operowano bez znieczulenia, używając tylko środków zwiotczających, gdyż twierdzono, że one nie czują ból. Teraz już wiemy, że były to drakońskie praktyki. Moim zdaniem dzisiejsza samotność wcześniaków również jest drastyczna. Tym bardziej, że niektóre z nich spędzają w szpitalu kilka miesięcy. Mnie wypisano do domu (czytaj hotelu) po 4-5 dniach i cały czas ubolewałam nad tym, że nie mogłam być z moim Maleństwem.

Normalne praktyki separacyjne

Zazwyczaj zaraz po porodzie dziecko trafia na jeden odział, a matka na drugi. Bardzo często zdarza się tak, że oddziały te oddzielone są od siebie kilkoma piętrami, co znacznie utrudnia odwiedziny. Niekiedy maluch musi też trafić do innego szpitala. Ja na szczęście leżałam z córką na tym samym piętrze, ale niestety po cesarskim cięciu nie miałam możliwości, aby zobaczyć ją zaraz po porodzie. Udało się to dopiero kolejnego dnia, na około 36 godzin po jej przyjściu na świat.  Było to dość smutnym doświadczeniem, tym bardziej, że leżałam w sali z dwiema paniami, które miały dzieci przy sobie. Chyba nie muszę Wam tłumaczyć, co czułam słysząc ich płacz i wiedząc, że moja Kruszynka jest gdzieś tam całkiem sama, nie czuje mojej bliskości i za pewne jest bardzo przestraszona. Dlatego też uważam, że matki wcześniaków nie powinny leżeć na tych samych salach, co matki dzieci urodzonych o czasie. Dodatkowo kobiety, których macierzyństwo zaczęło się przedwcześnie należałoby wspomóc opieką psychologa.

Wsparcie laktacji, a w zasadzie jego brak

Kolejnym aspektem jest pomoc doradcy laktacyjnego, gdyż rozhulanie laktacji, w momencie, gdy dziecko jest daleko też nie należy do łatwych. Niestety na wielu oddziałach poporodowych o takiej pomocy można tylko pomarzyć. Z matką wcześniaka nikt nie rozmawia, nikt nic nie tłumaczy. Dla lekarzy jest to codzienność, chleb powszedni, a dla wielu matek jedna z najtrudniejszych sytuacji w życiu. Podobnie było u mnie. Przyszedł lekarz i oznajmił, że dziecko jest wspomagane oddechowo i że nie wiadomo jak to będzie dalej, bo on w końcu nie jest wróżką, żeby teraz wyrokować. Ponadto potraktował mnie nieco z góry twierdząc, że potrzebne jest mleko dla dziecka i dziwiąc się, że jeszcze takowego nie mam. Dodam, że nie mogłam się ruszyć z łóżka, a walka o każdą kroplę mleka okupiona była ogromnym wysiłkiem. Na całe szczęście miałam przy sobie męża, który pomógł mi stoczyć ten bój i co 3 godziny wspólnie odciągaliśmy pokarm. Oczywiście na oddziale nie było ani jednego laktatora…

Kiedy w późniejszym czasie (już w domu) korzystałam z pomocy doradcy laktacyjnego usłyszałam taką anegdotę: jedna z kobiet prężnie zajmujących się laktacją w Stanach Zjednoczonych przyjechała szkolić Polaków i z wielkim oburzeniem mówiła jak to w latach dziewięćdziesiątych zdarzało się u niej w kraju, że na oddziałach położniczych było tylko po klika laktatorów. W Polsce nadal w wielu placówkach nawet te kilka to sfera marzeń. Nie wspomnę już o przystosowanych miejscach do karmienia. Najczęściej trzeba to robić siedząc na zwykłym szpitalnym taborecie.

Bez Taty ani rusz

Mój mąż był przy naszej córeczce od pierwszych chwil. To on pierwszy wziął ją na ręce i starał się ze wszystkich sił zapewnić jej jak najwięcej ciepła. Kiedy już udało mi się dotrzeć na neonatologię i po całym procesie dezynfekcji i przyodzianiu specjalnego fartuszka, zobaczyłam JĄ to zabrakło mi słów. Łzy pocisnęły się do oczu i nie mogłam uwierzyć, że można być takim maleńkim i kruchym. Od tego momentu wiedziałam, że muszę zrobić wszystko, żeby dać jej od siebie to, co najlepsze. Pierwszym takim aspektem było rozkręcenie laktacji i utrzymanie jej chociaż do momentu, gdy Mała będzie mogła podjąć próbę samodzielnego jedzenia. W końcu mleko matki dla wcześniaka jest jak antybiotyk. Jego skład i właściwości są unikalne i przystosowane do indywidualnych potrzeb dziecka. Tak o to natura daje nam o sobie znać tworząc ten cudowny pokarm, który działa cuda.

Poznaj swoją mamę Kochanie

Nasze pierwsze spotkanie było niezwykłe. Wzięłam ją na ręce i tak o to moja córeczka, gdy tylko mnie poczuła otworzyła oczy. Było to tym bardziej niezwykłe, że zrobiła to po raz pierwszy w życiu. Od razu wiedziała, że to ja jestem jej mamą. Po tej wizycie każdego dnia przychodziłam do niej kilka razy, a będąc na oddziale także w nocy zdarzało mi się zanosić pokarm. Później dostałam gorączki i się rozchorowałam, lekarz na kilka dni zabronił mi odwiedzin. Wszystko dla bezpieczeństwa dziecka. Przez ten okres cały czas odciągałam pokarm i mąż zawoził go na oddział oraz odwiedzał naszą Kruszynkę. Na szczęście szybko uporałam się z wirusem i mogłam być bliżej dziecka. Każdy dzień w szpitalu był wielką niewiadomą. Kiedy przekraczaliśmy jego progi nigdy nie byliśmy pewni, co nas tam spotka. Drżeliśmy na myśl o najmniejszym zakażeniu. Skrzętnie liczyliśmy każde gramy na wadze i tak po przekroczeniu dwóch kilo i 19 dniach w szpitalu wypisano nas do domu.

Spróbujmy karmienia piersią

Jeszcze w szpitalu jedna z pielęgniarek zaproponowała mi podjęcie próby karmienia małej bezpośrednio z piersi, głupio było mi o tym mówić, ale po cichu na to liczyłam. Był to czas, kiedy dziecko sprawnie jadło już z butelki, a sonda poszła w zapomnienie. Mała ładnie podjęła próbę ssania i z powodzeniem udało jej się trochę zjeść wprost z maminej piersi. Czułam się szczęśliwa i tylko żałowałam, że nie mogę tego robić cały czas. Niestety dziecko szybko się męczyło, a lekarze uważali, że przede wszystkim musi ładnie przybierać na wadze, więc butelka pozostała kluczowym sposobem karmienia. Jednak jestem dumna z tego, że od początku było to moje mleko, a laktacja rozhulała się na tyle, że już w domu udało nam się zaprzestać karmienia butelką i tak karmiłyśmy się piersią aż do około 15 miesiąca.

Trudne początki macierzyństwa

Bycie rodzicem wcześniaka, matką wcześniaka, to niezwykła i bardzo pouczająca przygoda. Wielu rzeczy trzeba się nauczyć od nowa. Chociażby tego, że po przyjściu do domu o odwiedzinach rodziny można zapomnieć. Było to jedno z podstawowych zaleceń neonatologa, powtarzane wielokrotnie aż do ukończenia przez córkę około szóstego miesiąca. Ponadto ze szpitala wypisano nas z listą specjalistów, do których musimy się udać. Jednak nikt nawet nie wskazał, gdzie ich szukać. Od tego momentu zaczęła się nasza samotna walka o zdrowie tej najwspanialszej na świecie istoty. Co tydzień inny lekarz, później rehabilitacja i tak przez kilka pierwszych miesięcy. Do dzisiaj jeździmy na różne kontrole, ale nie są one już tak częste. Udało nam się wyjść z wcześniactwa obronną ręką. Córka ma już 17 miesięcy i rozwija się prawidłowo, a my jesteśmy rodzicami Malucha, który ma niezwykłą siłę.

Podobne wpisy

7 komentarzy

  1. To i tak 8 godzin to bylo ok ja do syna wchodzilam na kilka minut jadac 100 km w jedna strone. Porazka czasem zostawalam dluzej ( zalezalo kto mial dyzur) do dzis pamietam moj bol…i samotnosc mojego Stasia…. Dzis jest 8 laykiem z Za czuje sie winna ze nie bylo mnie przy nim….

  2. To i tak zazdroszczę! Ja urodziłam w 29tyg. i po paru dniach mojego malucha przewieziono do sąsiedniego miasta przez co pokonywaliśmy z mężem codizennie po 30 km w jedną stronę a mogliśmy tam przebywać góra 30 minut a bardzo często nawet 10 minut bo za chwilę przychodziła służbistka pielęgniarka i wypraszała nas z sali bo ona musi zrobić “zabiegi” czyli nakarmić i przewinąć! do wyjścia z OIOMu nie było mowy o wzięciu małego na ręce i tym bardziej karmieniu piersią…. żadne kangurowanie, tym bardziej psycholog. Najczęściej brak empatii, brak zrozumienia dla naszych obaw, odpowiadanie na pytanie z łaską, na zasadzie “ale co Pani chce ode mnie usłyszeć???” Nosz k…wa choćby to że na razie nie jest gorzej 🙁 do tego wszystkiego dostał sepsy bo za rzadko mu zmieniali welfron, bakterie e-coli też zapewne ze zbyt rzadkiej zmiany pieluchy itp itd. A i przypadkiem sie dowiedziałam że podawali mu mieszankę nic mi o tym nie mówiąc, bo niby mu mleka mojego brakowało, a ja zawsze woziłam z naddatkiem święcie przekonana, że mu wystarczy. Gdyby mi to powiedzieli to przywoziłabym 2 razy więcej, bo resztę wylewałam do zlewu 🙁 Ogólnie bardzo traumatyczne przeżycia, za które dziękujemy Centrum Pediatrii w Sosnowcu…

  3. Każda z Waszych historii jest bardzo wzruszająca i co tu dużo mówić smutna. Nie rozumiem dlaczego ludzie pracujący z dziećmi są tak bezduszni… Do tego najgorsze jest cierpienie dzieci, tym bardziej gdy wynika ono z zaniedbań personelu medycznego. Tyle się mówi, że wcześniaki do walki potrzebują ciepła rodziców, mleka matki, a tu na każdym kroku słyszę takie opowieści, że włosy stają dęba. Nasz szpital też był oddalony od miejsca zamieszkania ok. 80 km. Majątek wydaliśmy na noclegi poza domem ;/.

    1. Dokładnie tak! Do tego jeszcze nie wspomniałam oczywiście o braku pozwolenia na zrobienie zdjęcia czy filmiku, ale my i tak z ukrycia je robiliśmy. Ogólnie spora część personelu, szczególnie że z powodu pracy męża przyjeżdżaliśmy w innej porze niż z góry narzucone pół godziny odwiedzin, dawała nam wyraźnie odczuć iż jesteśmy persona non grata i przeszkadzamy im w pracy! Czuliśmy sie jak intruzi :/ Wiele razy cisły nam się na usta przekleństwa i przemożna chęć zrobienia im awantury i wygarnięcia tego co myślimy, jednakże z obawy o ewentualne zemszczenie się na dziecku milczeliśmy jak potulne owieczki :/ Do dzisiaj mną trzęsie i nie mogę przeżałować, że mój dzielny wojownik, nie dość że nagle wyrwano go z łona matki, to później cały czas leżał tam sam nie znając ciepła swojej matki, bicia jej serca itp 🙁 Z zazdrością teraz dowiaduję się, że są szpitale w których jest ludzkie podejście do takich tragedii. Niestety my i wiele innych rodziców wcześniaków nie mieliśmy takiego szczęścia w tym nieszczęściu…

      1. Jak tak w ogóle można? Z jakiej racji “szacowny personel medyczny” może zabronić robienia zdjęć własnego dziecka ;/ !? Do tego przekonanie, że rodzice przeszkadzają w pracy, a tak naprawdę chodzi tylko o to, żeby im na ręce nie patrzeć. Poza tym strasznie denerwujący jest fakt, że człowiek musi się czuć jak intruz tylko dlatego, że chce być przy swoim dziecku. Wcześniak, to też człowiek i mały pacjent, który ma takie same prawa jak inni. Dlaczego więc jest traktowany jak istota, która nic nie czuje? Jak czytam Wasze komentarze, to sobie myślę, że u nas nie było jeszcze aż tak źle.
        PS Takie szpitale, w których jest np. możliwość pobytu razem z dzieckiem powinny być przykładem dla pozostałych.

  4. W pierwszym szpitalu, tam gdzie urodził się mój synek, odwiedzać dzieci można 2 razy dziennie w wyznaczonych godzinach. Jak leżała jeszcze po porodzie w szpitalu (na pojedynczej sali na szczęście) to mogłam chodzić wcześniej, bo zanosilam mleko (laktator też otrzymałam w szpitalu). Lekarze na intensywnej opiece zawsze rozmawiali z nami jak z ludźmi, pielęgniarki zawsze jak mogły to porozmawiamy, instruowaly jak dotykać dziecko, odpowiadały co się działo i ogólnie odnosił się dobrze do nas i do dzieci. Często obserwowałam jak czule mówiły do tych małżeństw i byłam spokojna o moje dziecko. Jednak wiadomo, że to nie to samo co mama… W drugim szpitalu mogłam przebywać z dzieckiem od rana do późnego wieczora. Personel również był uprzejmy i pomocny. Mogę powiedzieć, że dobrze trafiliśmy. Kiedy czytam lub słucham tych przykrych historii z innych szpitali to mam łzy w oczach. W tym samym mieście jest też drugi szpital, w którym cieszę się z E nie rodzialm. Rozmawiałam z kobietami, które tam rodziły i jestem tym przerażona–lekarka zarzucając kobiecie, że to jej wina, że urodziła przedwcześnie, innej matce zadali pytanie w trakcie porodu, czy jak dziecko nie przeżyje to będą mogli wykorzystać je do badań… Nie rozumiem jak tak mozna😪

    1. Joanna zdradzisz gdzie rodziłaś? Dobrze wiedzieć, że jest coraz więcej szpitali, które rozumieją sytuację, szanują rodziców i dzieci oraz potrafią z nimi rozmawiać jak z ludźmi. Niestety z drugiej strony są też czarne historie, jak chociażby te, o których wspomniałaś w komentarzu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *